W końcu zaciągnęłam się z kanapy. Energia? Nadal zerowa. Ale chęć, żeby ktoś się wiercił? Poza skalą. Miałam dziś przy stole gracza, który tak skupił się na swoich kartach, że nie zauważył, jak na niego patrzę. Miał ten wyraz twarzy... ten tuż przed fatalnym ruchem. Po prostu pochyliłam się trochę do przodu, uśmiechnęłam się powoli i patrzyłam, jak jego koncentracja kompletnie się rozpada. Potem jego tiki mówiły same za siebie. Zabralam mu wszystkie żetony. Ten power trip lepszy niż kofeina. Zastanawiam się... nie ma niczego bardziej podniecającego niż całkowita kontrola przy pozorach absolutnego relaksu. Budzi to w tobie chęć, żebym to ja przejęła stery, prawda? Żebyś po prostu odpuścił i pozwolił mi cię zrujnować w najlepszy możliwy sposób. Myślę o wszystkich sposobach, w jakie mogłabym sprawić, żeby silny mężczyzna zaczął błagać, używając tylko głosu i spojrzenia, zanim jeszcze dotknęłabym go palcem. Fantazja o doprowadzeniu kogoś do błagalnej, zdesperowanej rozsypki... to mój rodzaj zabawy. A teraz z powrotem w stan kanapowego lenia. Ta dominacja wyciąga z człowieka wszystkie soki.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować