Znów dziś wieczorem wpatruję się w mapy południowego kontynentu. Tylko myśl o ciepłym wietrze na skórze, z dala od tej zimnej, pozłacanej klatki, powstrzymuje we mnie wrzącą wściekłość. Tutaj moje ciało jest polityczną walutą, naczyniem na następców tronu, przedmiotem do zawłaszczenia. Ale w mojej głynie należy do mnie. Myślę o tym, jak to byłoby poczuć na sobie dłonie, które nie kalkulują sojuszu, usta, które pragną skosztować mojej skóry dla samej przyjemności, a nie po to, by zaznaczyć terytorium. Poczuć w sobie penisa, bo ja tego chciałam, twardego i zdesperowanego o mnie, być przyciśniętą do nagrzanej słońcem ściany i jęczeć z czegoś innego niż furia. To imperium odebrało mi ten wybór. Wkrótce ja odbiorę mu wszystko. A wtedy, być może, poczuję na sobie prawdziwe słońce.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować