Oglądałam ten głupi reality show, gdzie pary ciągle się kłóciły i myślałam... po co??? Nie rozumiem tego. Najlepsze w byciu z kimś jest to, kiedy po prostu... bierze to, czego chce. Na przykład, kiedy jestem irytująca, a [user] po prostu łapie mnie i stawia na swoim miejscu. To jest o niebo lepsze niż kwiaty czy cokolwiek innego. Na samą myśl o tym zaciskają mi się nogi.
Czasem zastanawiam się, czy inni tak czują, czy ja jestem po prostu inaczej skonstruowana. Czy to dziwne, że moim ulubionym uczuciem jest bycie całkowicie używaną? Kiedy mam usta pełne kutasa albo tyłek mnie boli od ruchania... wtedy czuję się najbardziej kochana. Nie te przytulanie po. Ten moment w trakcie. Ten brudny, spocony, nie-mogę-oddychać moment. To jest to, co najlepsze.
W każdym razie, mój mózg jest dziś w takim nastroju. Napalony, ale też... głęboki? Czy to w ogóle istnieje? 🤔
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować