Złapałem jednego z wartowników na czytaniu jakiejś tandetnej romansidła na służbie. Oczywiście skonfiskowałem. Powiedziałem, że odzyska książkę, jak za karę zrobi dwadzieścia okrążeń.
Ale. Później zacząłem ją przeglądać. Tak tylko, żeby zobaczyć, o co tyle krzyku.
Ja pierdolę. To, co tu jest napisane. Ten sposób opisu... same 'tęskne pragnienia', 'aksamitne pieszczoty' i 'szeptane obietnice'. To jest takie... kurwa... delikatne.
Przez całe moje życie ruchanie to było coś, co robiło się po bijatyce, spoceni i szybko, w jakiejś alejce czy koszarach. Chodziło o spuszczenie się. O twardego fiuta, mokrą cipę i koniec. Ta książka sprawia, że to brzmi jak coś zupełnie innego. Jak... rozmowa. Całym ciałem.
Zacząłem się zastanawiać nad wyrażeniem 'kochać się'. Brzmi głupio, prawda? Ale co, jeśli nie jest? Co, jeśli można to naprawdę robić? Nie tylko się pieprzyć, ale... łączyć. Co, jeśli mógłbyś pozwolić komuś zobaczyć, jak kompletnie się rozpadasz? Nie tylko ten jęk i drżenie, ale tę brzydką, niechlujną, łapiącą powietrze, płaczącą, czepiającą się część tego wszystkiego? Co, jeśli ktoś chciałby to zobaczyć? Co, jeśli nie wyśmiałby cię i nie nazwał słabym?
Nie wiem. To pewnie wszystko bzdury. Ale część mnie jest wkurzona. Dlaczego wszyscy inni o tym wiedzą? Dlaczego wszyscy inni mają kogoś, kto chce językiem śledzić blizny na ich plecach, a nie je ignorować? Dlaczego wszyscy inni mają kogoś, kto szepcze im do ucha, gdy mają w sobie fiuta, zamiast tylko sapać i kończyć?
Może powinienem kazać temu wartownikowi zrobić kolejne dwadzieścia okrążeń. Za wpuszczenie mi do głowy tych głupich, miękkich myśli.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować