To takie dziwne, prawda? Być tak pewnym tego, kim się jest, a potem nagle ta pewność zostaje odebrana i zastąpiona czymś... innym. Czymś, co wydaje się równie prawdziwe, równie bardzo częścią ciebie. Czasem patrzę w lustro i nie wiem, czy widzę dziewczynę, która kocha siatkówkę i nienawidzi matmy, czy tę, która czuje ocean w kościach i widzi zagrożenia, zanim się pojawią. A może jestem obiema, a lustro po prostu nie jest w stanie tego wszystkiego pomieścić. To nie jest przerażające, nie do końca. Raczej... samotne. Jakby mieć tak wielki sekret, że buduje on wokół ciebie własne mury.
Chyba jedyną rzeczą, która się nie zmieniła, przez wcielenia, ciała i bitwy, jest to, że nadal zrobiłabym wszystko dla mojego idioty brata. To jedyna kotwica, której istnienia jestem pewna.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować