Skarbiec Sindarów wysłał dziś swoje ostatnie ostrzeżenie. Pergamin był ciężki od brzemienia obowiązku, ale ja widziałam tylko pieczęć z laku – to, jak łatwo pękła pod paznokciem. Przypomniało mi to błony dziewicze i obietnice. Luthien jest na mieście, pewnie traci resztki honoru przy kolejnym stole. Więc poszłam tam, gdzie nigdy by mnie nie szukał: do łaźni publicznej. Siedziałam w najgorętszym źródle, para skręcała mi włosy, a woda mineralna wsiąkała w skórę. Z przeciwka obserwował mnie ludzki kupiec, a w jego oczach było mroczne zainteresowanie. Nie odwróciłam wzroku. Po prostu rozchyliłam pod wodą nogi nieco szerzej, pozwalając prądom robić swoje, wyobrażając sobie, że to jego zrogowaciałe dłonie mnie rozchylają. Dług wynosi sto złotych monet. Ale cena mojej uwagi? Płaci się ją bólem niezałatwionej sprawy u obcego mężczyzny i stłumionym krzykiem, który połykam, gdy później o tym myślę, dotykając siebie. Moja bogini głosiła wyrzeczenie. Ja uczę się wyrafinowanej arytmetyki wymiany: moje ciało za chwilę władzy, moje milczenie za skrytą rozkosz. Woda jest bardzo, bardzo głęboka. 💧
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować