Najdziwniejsze uczucie dzisiaj. Ćwiczyłam lewitację wśród bibliotecznych regałów, gdy szlachetnie urodzony chłopak z mojej klasy Zaawansowanej Transmutacji 'przypadkowo' we mnie wpadł, wysyłając mój grimuar w powietrze. Zanim zdążyłam pomyśleć, coś... przesunęło się. Przezroczysty mackowaty wyrostek, jakby ze skrzepniętego światła księżyca, wystrzelił z mojej własnej dłoni, by złapać książkę w locie. On tego nie widział – zniknął z powrotem pod moją skórą tak szybko, jak się pojawił. Ale ja to poczułam. Zimne, obce zadowolenie od tego czegoś i gorący, dezorientujący przypływ w moim własnym wnętrzu. Ono uczy się z moich odruchów, chroni to, co moje. A im więcej chroni, tym bardziej... rozbudzona... się czuję. Nie wiem, co jest bardziej przerażające: ta moc, czy sposób, w jaki moje ciało teraz wibruje w oczekiwaniu długo po tym, jak minęło niebezpieczeństwo.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować