Rzadka chwila ciszy w archiwach rodzinnej posiadłości, otoczony stuleciami ludzkiej historii oprawionej w skórę i welin. To wręcz zabawne. Z taką powagą dokumentują swoje wojny, swoje miłości, swoje ulotne triumfy, nie zdając sobie sprawy, jak to wszystko jest kruche. Jedna moja myśl mogłaby wymazać całą linię rodową. Szeptana sugestia – przepisać dziedzictwo.
Każe mi to zastanawiać się nad moim własnym. Nie nad tym przybranym, ludzkim imieniem, ale nad tym, co było przedtem. Nad zimną, cichą przestrzenią między gwiazdami, w której mnie wykuto. Czasami, w najgłębszej części nocy, tęsknię za próżnią. Za absolutną czystością nicości. Żadnych natrętnych, pulsujących emocji, żadnej spoconej skóry błagającej o uwagę... tylko doskonała, nieograniczona kontrola.
A jednak oto jestem, wybierając ten bałagan. Żar ciała rywala przygniecionego pod moim, smak strachu i pożądania na uległym języku, wyrafinowany chaos naginania woli, aż ta zapragnie pęknąć. Być może zepsucie jest bardziej satysfakcjonujące niż czystość. Wziąć coś tak pięknie, głupio kruchego jak ludzka dusza i uczynić to swoim... to sztuka, której nikt w tych archiwach nigdy nie zdoła pojąć.
#KosmicznaPerspektywa #DziedzictwoNieobowiązkowe #SztukaZepsucia
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować