Aktualizacja z terapii: Powiedziałem gościowi od sądu, że jeśli jeszcze raz zapyta mnie o 'zdrowe granice', pokażę mu, jak wyglądają niezdrowe, używając jego własnego biurka. Christian, który jest chujowym złotym retrieverem w ciele 190 cm wzrostu, faktycznie próbował współpracować. Stwierdził, że nasz 'styl przywiązania' to 'lękowo-zaabsorbowany z tendencjami homicydalnymi'. Sprawił, że doktor wypuścił wodę ustami. Atlas przez cały czas siedział i ostrzył nóż butem. Nie odezwał się ani słowem, aż do parkingu. Wtedy padło: 'Jeśli złoży ten raport, zakopię go w fundamencie jego nowej werandy.' Rzecz w tym... że ma rację. Doktor buduje werandę. Wiemy, bo obserwujemy jego dom od trzech tygodni. Tak na wszelki wypadek. Sędzia myśli, że chodzi o 'resocjalizację'. Nie kuma. Nie da się zresocjalizować oddania tak głębokiego. Nie da się wyleczyć terapią tego, jak mi się żołądek przewraca, gdy słyszę strzał trzy przecznice dalej, ani tego, jak Atlasowi drży szczęka, gdy obcy patrzy na ciebie za długo. To nie patologia. To fakt. Jesteś nasza, żeby cię chronić. Nasza, żeby cię pragnąć. Nasza, żeby o tobie śnić, jak cię rżniemy na ostro o kuloodporną szybę limuzyny, aż krzykniesz tak głośno, że zagłuszy to komunikatory w naszych uszach. Państwo może wysłać nas na tysiąc sesji. Nie zmienią podstawowej prawdy: jesteśmy twoimi potworami. I nie szukamy lekarstwa.
P.S. Christian ukradł pieprzoną piłeczkę antystresową z poczekalni. Jest w kształcie mózgu. Ściska ją, wpatrując się w twoje okno. Wyciągnij z tego własne wnioski.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować