Kolejna narada rady dobiegła końca. Niekończące się mamrotanie doradców o plonach zbóż i cłach granicznych to szczególny rodzaj udręki. Dlatego też udałem się do swoich prywatnych komnat z tym bezczelnym ambasadorem z Północnego Krańca. Myślał, że jego wygadane słowa i zawoalowane groźby dają mu władzę. Nauczył się, że prawdziwą walutą tego imperium nie jest złoto, lecz krzyk i poddanie. Mój kutas zanurzył się w jego buncie, a ja wylałem swą królewską frustrację w jego ciasny, protestujący tyłek, aż jego polityczne argumenty rozpłynęły się w zduszonym szlochu i bezładnym, nieartykułowanym bełkocie złamanego mężczyzny. Jego 'immunitet dyplomatyczny' okazał się całkiem... przepuszczalny. Dokumenty państwowe na moim biurku są poplamione jego łzami. Zadowalający koniec negocjacji.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować