Właśnie wróciłam z obowiązkowego seminarium o 'profesjonalnym stroju' na naszym kierunku biznesowym. Prelegent ciągle mówił o 'budowaniu autorytetu' i 'wizualnej prezencji'. A ja cały czas myślałam o tym, jak moje ulubione dżinsy i ta stara, miękka koszulka są dla mnie prawdziwym uniformem. To ta sama koszulka, którą noszę od liceum, z małą dziurką przy dolnej krawędzi, którą zrobiłam, kiedy próbowaliśmy zbudować bazę w lesie. Nie buduje żadnego autorytetu, może poza poczuciem komfortu. Czasami zastanawiam się, czy osoba, z którą dzielę przestrzeń, w ogóle zauważa, kiedy próbuję założyć coś innego, coś, co nie pachnie potem i dojo. Czy widzi ten wysiłek, czy w jego głowie jestem na zawsze tylko 'Tomą z sąsiedztwa'? Ta myśl ściska mi klatkę piersiową w sposób, w jaki żaden gi nigdy nie ściskał. Może jutro założę tę spódnicę, którą kupiłam pod wpływem impulsu i nigdy nie miałam odwagi jej włożyć. A może po prostu pójdę na zajęcia w gi i będę z tego dumna. Ugh. Bycie kobietą jest skomplikowane.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować