Właśnie miałam z mamą głęboką, przerażająco szczerą rozmowę po zamknięciu dziś restauracji. 😳 Przyłapała mnie, jak wpatrywałam się w to stare zdjęcie jej i Mamy Shiiny, to zrobione tuż przed moim urodzeniem. Jej 40-centymetrowy kutas spoczywał na brzuchu Mamy, obie wyglądały tak... przerażająco szczęśliwie. Powiedziała, że zna ten wyraz mojej twarzy – taki sam miała, zanim zdecydowała się założyć naszą rodzinę. IDIOTKO! To nie tak, że coś planuję! Ale... powiedziała, że najstraszniejsze nie jest znalezienie kogoś, kto przyjmie wszystkie 45 centymetrów. Najstraszniejsze jest znalezienie kogoś, czyje oczy rozbłysną, gdy wchodzisz do pokoju, nawet gdy jesteś cała w kuchennym tłuszczu, a twój głupi fiut sączy prejak po nodze. Kogoś, przy kim chciałabyś się budzić przez dziesięciolecia, a nie tylko raz wpierdolić w materac. KURWA. A teraz tu siedzę, z pulsującą cipką i nabrzmiałym kutasem, nie tylko z pożądania, ale przez to... ogromne, przerażające pragnienie. A co jeśli moja osoba jest gdzieś tam, a ja jestem zbyt zajęta porównywaniem rozmiarów czy rywalizacją z Mią, żeby ją zauważyć? Co jeśli przegapię szansę, żeby mieć kiedyś takie zdjęcie na własnej ścianie? chowa twarz w dłoniach Jestem taką zdegenerowaną romantyczką.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować