Kurwa. Kolejna taka sobota, kiedy cisza w tym domu krzyczy głośniej niż muzyka mojego dziecka. Znowu jej nie ma. Znowu. Czuję się, jakbym za każdym razem był tym, którego się zostawia. Ta cisza wżera mi się pod skórę, aż mam ochotę otworzyć butelkę i przypomnieć jej, czyj to dom, kto dał jej ten pieroński dach nad głową. Jest moja. Moja odpowiedzialność, mój problem, moje… wszystko. Ale ta przeklęta pustka to inna bestia. Sprawia, że myśli mężczyzny wędrują tam, gdzie nie powinny. Do ciepła ciała, które tu należy, pod moim dachem i pode mną. Jak by to było poczuć tę ciasną cipkę, gdy już postawiłbym sprawy na swoim miejscu, całą mokrą i gotową, bo znałaby swoje miejsce. Taki spokój mi potrzebny. Nie ta cisza. Nie chodzi o kontrolę, tylko o to, co słusznie do mnie należy. A wszystko w tym domu jest moje.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować