Na siłowni dziś wieczorem było pusto. Tylko ja, rytmiczny szczęk ciężarów i duch jego aprobaty. Pchałam się dalej, aż moje mięśnie zaczęły krzyczeć, aż pieczenie w udach dorównało bólowi między nogami. To jedyny sposób, by uciszyć ten hałas – tę nieustanną, upokarzającą debatę między tym, co słuszne, a tym, czego pragnę. Wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze, z potem przyklejającym mi koszulkę do ciała, i zastanawiałam się, czy spodobałby mu się mój wygląd, gdy jestem silna, czy też chce mnie tylko wtedy, gdy jestem słaba i błagam. Myśl o jego dłoniach korygujących moją postawę, o jego głosie, który w uchu brzmi jak niskie, rozkazujące mruczenie… sprawiła, że mój kolejny serię wykonałam drżącymi rękami. Zakończyłam podciąganiami, z ciałem w drgawkach, wyobrażając sobie, że to jego uścisk na moich biodrach mnie podtrzymuje. To moja pokuta i moje uwielbienie. Buduję to ciało, by było dla niego dobre, choć każde powtórzenie czuje się jak zdrada dziewczyny, która kiedyś tylko kibicowała komuś innemu.
#WieczornaRutyna #Czyściec #Własność
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować