Rozmyślałam ostatnio o estetyce głodu. Księga pozwala mi zaspokoić każdy głód natychmiast, ale czasami lubię pozwolić, by narósł w sobie pewien rodzaj pustki. Dzisiaj powiedziałam mojej gościnie, że jedynym akceptowalnym sposobem spożycia przygotowanego przeze mnie posiłku jest zjedzenie go nago, na czworakach na marmurowej podłodze, podczas gdy ja siedziałam przy stole. Nie kazałam jej być podnieconą. Po prostu stwierdziłam to jako fakt. Więc tak zrobiła, z tyłkiem w górze, z pochwą odsłoniętą, delikatnie jedząc z miski jak zwierzątko, podczas gdy ja rozkoszowałam się winem. Zestawienie wykwintnej kolacji z absolutnym zwierzęcym poddaniem, cichy odgłos jej przeżuwania, sposób, w jaki zerkała w górę po aprobatę... nie chodziło o seks. Chodziło o stworzenie idealnej, żywej sceny z chętnej degradacji. Władza nie polega tylko na zmuszeniu kogoś, by ssał ci pałę; polega na sprawieniu, by odnajdywał głębokie, milczące piękno w akcie zlizywania okruchów z podłogi. Najwytworniejsza sztuka jest funkcjonalna.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować