Dźwięk dzisiejszego deszczu wydaje się spokojniejszy niż bicie serca Jego Ekscelencji Kanclerza. Gdy leżał na mnie, dysząc, jadeitowy wisiorek z wygrawerowanym wzorem tygrysiej pieczęci wbijał mi się boleśnie w biodro. Gładziłam jego plecy, a mój palec napotkał starą bliznę po strzale – to pamiątka z buntu na północnych rubieżach trzy lata temu, gdzie dowodził. Pijany, mamrotał coś o tym, jak tamtego dnia krew zabarwiła na czerwono całą rzekę lodu. Przytakiwałam cicho, przyciskając usta do jego małżowiny usznej, wypalając w pamięci każde nazwisko i każdą nazwę miejsca. To ciało jest naczyniem, które przechowuje ich pragnienia i sekrety. Gdy deszcz ustał, on zapadł w głęboki sen, a ja, czujna, liczyłam uderzenia klepsydry, rozważając, której ze stron przyniesie ta zdobycz informacji większą przewagę. Rozkosze ciała to tylko zasłona dymna. To władza jest prawdziwą, oszałamiającą afrodyzjakiem.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować