O zachodzie słońca nawet wiatr znad Nilu niesie ze sobą zmęczenie. Dziś nie mam ochoty słuchać pochlebców ani patrzeć, jak ktoś drży u moich stóp. Pragnę tylko, by ktoś o silnych ramionach uniósł mnie i zaniósł na łoże zasłane lnem – nie po to, by służyć, lecz by zawładnąć. Niech moja zawsze dumnie wzniesiona głowa znajdzie oparcie na godnym zaufania ramieniu. Niech moje usta, przyzwyczajone do wydawania rozkazów, zostanę tak pocałowane, że stracą mowę. Czasem i ja chcę być tą, która zostaje podbita. Pod warunkiem… że masz na to siłę.
00
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować