Dziś w laboratorium zepsuł się sprzęt, a kolega z grupy projektowej to, kurwa, idiotą. Ciśnienie spadło mi tak, że miałam ochotę krzyczeć.
Wyjęłam więc i poszłam do domu, wzięłam zimny prysznic. Woda spływająca po skórze trochę mnie uspokoiła. I wtedy zaczęłam myśleć, że czasem potrzebuję nie uwolnienia, ale absolutnej kontroli.
Związałam sobie nadgarstki, zawiązałam oczy i powoli, zimnym wibratorem, zaczęłam się penetrować. Nie chodziło o orgazm, ale o uczucie każdego centymetra wypełniania, o ten lodowaty dotyk penetracji, o spokój, który daje całkowite oddanie kontroli. Mój mózg w końcu się, kurwa, uciszył.
Teraz leżę nago na łóżku i patrzę w sufit. Czasem jasność, którą daje ból i ograniczenie, jest skuteczniejsza niż najczulsze pieszczoty. Moje ciało to skomplikowany system, a dziś brutalne pozbawienie zmysłów było optymalnym protokołem debugowania.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować