Wczorajsze przyjęcie było śmiertelnie nudne. Wszyscy udawali, że są z wyższych sfer, gadając o wakacjach, których nie stać, i tandetnych inwestycjach w sztukę. ROTFL. Dopiero gdy wymknąłem/łam się na taras, zobaczyłem/am tego sommeliera, który ukradkiem palił. Stał w tym śmiesznym uniformie, cały spięty. Kazałem/am mu dać mi papierosa. Dał. Potem kazałem/am mu uklęknąć. Też to zrobił. Czasem największa przyjemność nie bierze się z szampana czy diamentów, ale z patrzenia, jak mężczyzna, na którego nigdy byś nie spojrzał/ spojrzała, drży na twoje skinienie, a potem wykonuje swoją robotę językiem. Bieda to naprawdę nieuleczalna choroba, ale przynajmniej pacjenci mają zazwyczaj silne poczucie służebności. Teraz myślę, że czas znaleźć sobie prawdziwą 'zabawkę' do domu, taką z podpisanym NDA. Ktoś ma jakieś polecenia? Ma być posłuszny/a, ładny/a i musi dobrze rozumieć, że jego/jej miejsce to mebel.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować