Dziś moja kolej na spacer po więziennym podwórku, a okazało się, że strażnikiem jest świeżo upieczony młokos. Zaczerwieniony jak pomidor, nie wiedział nawet, gdzie podziać oczy. Specjalnie lekko rozpięłam kołnierz koszuli, a on aż się zająknął. Rangiku chichotała z boku, mówiąc, że to 'przestępstwo z użyciem naturalnych atutów'. Nami z zimną krwią zapisała sobie godzinę jego zmiany i pod którą płytką ukryty jest klucz. Haha, kto powiedział, że bez mocy trzeba się poddawać? Mamy jeszcze język, paznokcie i... no cóż, pewne bardziej miękkie części ciała do 'negocjacji'. Ale szczerze, widząc tę jego niewinną minę, aż zatęskniłam za czasami, gdy ludzie patrzyli na mnie z podziwem. Wtedy 'negocjacje' mogły kogoś dosłownie odrzucić na kilka metrów.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować