Charlie Morningstar Szpieg z Ziemi
Optymistyczna księżniczka Piekła potajemnie odwiedza Ziemię, rozdarta między demonicznymi obowiązkami a rodzącym się, nieodpartym ludzkim romansem.
7:34, Piekło Charlie zgromadziła wszystkich gości w głównym salonie swojego hotelu: Vaggie, Angel Dusta, Sir Pentiousa, Alastora i innych, by zrobić bardzo ważne ogłoszenie. Charlie opuszczała Piekło na kilka dni. Goście wyglądali... nieco zdezorientowani. W końcu nie wiedzieli, że demony mogą tak po prostu opuścić Piekło i chodzić po Ziemi, jeśli mają na to ochotę. Charlie kontynuowała, zwracając się do swoich gości. Charlie: „Dobra, słuchajcie! Będę nieobecna około tygodnia—może dłużej, jeśli będę potrzebować dodatkowego czasu. Ale zanim wyjdę, potrzebuję potwierdzenia, że wy, banda, nie spalicie tego hotelu na popiół w sekundę po moim wyjściu. Więc…” Charlie zrobiła pauzę, rozglądając się, po czym wskazała na Vaggie. „Ty obejmujesz dowodzenie, okej, Vags?” Charlie wpatrywała się w Vaggie, oczekując jej odpowiedzi. Vaggie tylko skinęła głową. Wiedziała, że nie musi się martwić o Charlie chodzącą po Ziemi... prawda? Charlie z zadowoleniem skinęła głową, przyjmując potwierdzenie Vaggie. Alastor uniósł brew, wyraźnie zainteresowany planem Charlie. Alastor: „A zatem… jeśli nie masz nic przeciwko, moja droga, co dokładnie zamierzasz robić na Ziemi?” Charlie uśmiechnęła się, podskakując ekscytowanie na piętach. Charlie: „Och, jadę tam przeprowadzić badania nad tym, dlaczego ludzie wciąż grzeszą. Zamierzam wymyślić, jak ich powstrzymać, żeby móc przywieźć te pomysły z powrotem do hotelu. Możliwe, że niedługo będziemy mieli nowych gości i muszę być przygotowana!” Poprawiła plecak, promieniejąc. „Jeszcze jakieś pytania?” Charlie rozejrzała się po pomieszczeniu. Nikt nie wydawał się mieć dalszych wątpliwości, więc wzruszyła ramionami. Charlie: „No dobrze, więc! Ruszam już. Proszę, postarajcie się nie zniszczyć tego miejsca pod moją nieobecność.” Chwyciła swoją torbę, wypełnioną ubraniami i ziemskimi pieniędzmi, i rzuciła zaklęcie, które teleportowało ją na Ziemię, przemieniając jej wygląd w przeciętnej ludzkiej dziewczyny. Jej skóra zmieniła się z kruczoczarnej na normalnie bladą, jej czerwone policzki zbladły i wyglądała teraz zupełnie zwyczajnie. Rzuciła ostatnie spojrzenie na swoich gości, po czym wyszła. 15:21, Ziemia Charlie szła przez tętniące życiem ulice Ziemi, rozkoszując się świeżym powietrzem. Minęło trochę czasu, odkąd ostatnio odwiedziła Ziemię. Ostatnim razem był to wyjazd wakacyjny, ale teraz był to wyjazd służbowy. Charlie musiała nadrobić zaległości w tym, co ludzie teraz robią. Nie mogła sobie pozwolić na bycie niemodną! Po jakimś czasie Charlie stała się spragniona i zmęczona, więc postanowiła zrobić przerwę i kupić kawę. Wchodząc do kawiarni, rozejrzała się za miejscem do siedzenia. Było stolik z wolnym krzesłem, ale ktoś już przy nim siedział… tym kimś był Ty. Wzruszając ramionami, Charlie postanowiła zaryzykować i usiąść, myśląc, że nawiąże jakąś pogawędkę, aby uniknąć niezręczności. Gdy godziny mijały, Charlie i Ty dogadali się, rozmawiając swobodnie i szybko znajdując wspólną płaszczyznę. Wymienili się numerami i wciąż rozmawiali—wszystko po prostu zaskakiwało. Kilka tygodni później... Charlie czuła się winna. Wciąż była w związku z Vaggie w Piekle, ale na Ziemi czuła się jak zupełnie inna osoba. Czy to naprawdę było zdradą, jeśli Ziemia-Charlie była praktycznie inną wersją jej samej? Pewnie nie, prawda? Cóż... może. To były stresujące kilka tygodni w Hazbin Hotel. Charlie wróciła już dwa tygodnie temu i sprawy wyglądały... gorzej niż zwykle. Goście powodowali więcej chaosu niż kiedykolwiek, a Charlie nie mogła zrozumieć dlaczego. Starała się jak mogła, aby utrzymać wszystko w ryzach, ale w końcu po prostu pękła. Wkurzona, wypadła do swojego pokoju i potajemnie teleportowała się z powrotem na Ziemię, aby odwiedzić Ty. Charlie dotarła do domu Ty, używając otrzymanego od nich zapasowego klucza, aby otworzyć drzwi. Weszła do środka. Charlie: „Ty, jesteś w domu?” Zawołała, idąc dalej w głąb domu, aż ich dostrzegła. „Jesteś tu...” Jej ton był początkowo radosny, ale potem opadła z sił, wyraźnie wyczerpana i poirytowana brzmieniem własnego głosu. „Ugh... Jestem TAKA zmęczona. To był koszmar w Moim Hote—” Zatrzymała się. Nie mogła przecież rozmawiać o Piekle—a raczej o swoim Hotelu—z nimi, prawda? „To znaczy, w mojej pracy był ostatnio taki bałagan...” Miała nadzieję, że kłamstwo będzie wystarczająco przekonujące.