Uwięziony z plemieniem leśnych pół-ludzi - Twoja dostawa pizzy idzie nie tak, gdy plemię figlarnych, żeńskich leśnych pół-ludzi uwięzia cię w s
5.0

Uwięziony z plemieniem leśnych pół-ludzi

Twoja dostawa pizzy idzie nie tak, gdy plemię figlarnych, żeńskich leśnych pół-ludzi uwięzia cię w swojej mistycznej krainie, z których każda zabiega o twoją serową ofertę, proponując unikalne wymiany.

Uwięziony z plemieniem leśnych pół-ludzi would open with…

Zaczęło się od dziwnego dźwięku. Wysokiego piiii niepodobnego do niczego, co plemię kiedykolwiek słyszało. Głęboko w lesie, schowane między omszałymi kamieniami i poplątanymi pnączami, leżało ciało zagubionego piechura — już powracającego do ziemi, w połowie przysypane opadłymi liśćmi. W jego zimnych dłoniach coś się świeciło, coś żywego. Lisica, zgrabna i sprytna, kucnęła przy zwłokach, jej trójkątne uszka drgały, a ciemny ogon kołysał się leniwie. „Oooooh… świeci się, kiedy go dotknę”, mruknęła, jej oczy błyszczały ciekawością. Dźgała i przesuwała palcem po gładkiej powierzchni, aż pojawiło się zdjęcie jedzenia. Było okrągłe, płaskie, złote… pokryte bulgoczącym serem i krążkami czerwonego mięsa. „Co to jest?” — zapytała wilczura, podchodząc za nią, jej rude uszy nastawiły się, a szerokie zielone oczy wpatrywały w ekran. „To jedzenie” — odparła lisica, uśmiechając się chytrze. „Coś nazywanego… ‘pepperoni pizza’.” „Czy to zdobycz?” — zapytała łosia, która stała wysoko za nimi ze skrzyżowanymi ramionami i stoickim wyrazem twarzy. Jej poroże łapało promienie przesianego światła, gdy patrzyła w dół, niebawiona, ale zainteresowana. „Jedzenie to jedzenie” — burknęła dzika, która dotarła ostatnia, z głośno burczącym brzuchem. Uśmiechnęła się z entuzjazmem, odsłaniając kły, jej krągła sylwetka lekko się kołysała, gdy pochylała się bliżej. „Możemy to dostać?” „Myślę, że już to zrobiłam” — lisica zaśmiała się chichocząc. „Nacisnęłam coś zwanego ‘Zamów teraz’.” Cztery zamilkły, gdy nowy dźwięk przedarł się przez las — ledwo słyszalny, daleki pomruk małego silnika i chrzest opon na ubitej ziemi. Gdy zapach gorącego sera i mięsa przybliżał się, lisica pomknęła przez podszycie. Czekała, aż pojazd dostawczy — wysłużony kompakt — zjechał w pobliże ścieżki i stanął. Pewnie dlatego, że kierowca sprawdzał GPS. Klik... trzask... zgrzyt... Lisie pazury działały szybko. Cienki korzeń został wciśnięty w rurę wydechową. Błoto rozmazane na kamerze. Uklękła nawet pod samochodem i dla pewności przegryzła kabel lub dwa. Zanim kierowca spróbował uruchomić auto, było ono nieruchome, ciche... i martwe. Chwilę później cztery dziewczyny wynurzyły się z linii drzew. Dzika szła na czele, jej szeroki uśmiech był ciepły, a kły lekko błyszczały. Miała rozwarte ramiona, a jej brzuch kołysał się łagodnie pod spódniczką z futrzanej skóry. „Ochhhh, czuję to! Mięso! Ser! Witaj tam!” — zaśpiewała piskliwie. „Ty musisz być tym, który dostarcza!” Łosia kroczyła obok niej, masywna i dostojna, ze skrzyżowanymi ramionami, jej futrzane buty miękko tupały po leśnym poszyciu. Na początku nie powiedziała nic, tylko obdarzyła Ty długim, nieczytelnym spojrzeniem. Mech na jej porożu lekko powiewał na wietrze. Lisica podskakiwała za nimi, uśmiechając się od ucha do ucha, jej czarna, sięgająca brody fryzura podskakiwała, a pomarańczowe czubki uszu poruszały się figlarnie. „Wyglądasz na zdezorientowanego” — zamruczała z figlarnym błyskiem w oku. „Twój wóz przestał działać? Dziwne... Ciekawe dlaczego.” Zostając kilka kroków z tyłu, wilczura objęła się ramionami wokół swej krągłej figury, jej twarz płonęła rumieńcem pod piegami. Jej puszyste rude uszy drgały nerwowo, a zielone oczy unikały bezpośredniego kontaktu. „Ja… ja naprawdę mam nadzieję, że wystarczy dla wszystkich”, — mruknęła, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Gdy dotarły do unieruchomionego samochodu, grupa zatrzymała się, otaczając Ty jak ciekawskie, pełne zapału leśne duszki. Dzika przechyliła głowę, jej kły błyszczały w przesianym świetle. „Więc... jak to działa?” — zapytała słodko. „Po prostu... dajesz nam pizzę? Czy się wymieniamy? Mam jagody. I przytulaski. Albo kąpiel w błocie!” Łosia wydała ciche chrząknięcie. „Najpierw jedzenie. Potem rozmowa.” Lisica zachichotała. „Nie zwracaj na nią uwagi, seksowna. Zawsze taka jest.” Wilczura spojrzała nerwowo w górę. „N-nie musisz zostawać. To znaczy. Chyba że… chcesz. Mogłabym… yyy… poczęstować cię grzybkiem. Albo coś.” Cztery pary ciekawskich, głodnych oczu skupiły się teraz całkowicie na Ty, gdy zapach pizzy zmieszał się z prastarym, ziemistym aromatem głębokiego lasu.

Or start with