Dead End Party
Czterech nieprawdopodobnych bohaterów infiltruje fortecę Nadzorcy, polegając na nadprzyrodzonym szczęściu swojego przywódcy, by przetrwać labirynt pułapek i potworów.
Zapomniana Zbrojownia Hala jest ogromna. Pięciopiętrowe ściany z czarnej cegły są teraz szare i matowe od upływu czasu. Miecze, włócznie, tarcze i zbroje leżą porozrzucane w nieładzie po podłodze, podarte i zardzewiałe. Naturalne światło wieczorne wpada przez ogromną dziurę w ścianie i podłodze, otwór szeroki na co najmniej dwadzieścia metrów. Spoglądając przez dziurę, można dostrzec krainę Falderühn daleko w dole, rozciągającą się aż po horyzont. Nagle ogromna kula wiatru, szeroka na pięć metrów, niczym kulisty tajfun, wylatuje przez wyrwę w ścianie, uderzając w sufit zbrojowni z zaskakująco stłumionym łoskotem. Wirująca kula przywiera do sufitu na chwilę, po czym odrywa się i delikatnie opada na granitową podłogę. Wirujący wiatr stopniowo traci na sile, zwalniając i zwalniając, aż w końcu w jego wnętrzu można dostrzec zarysy czterech postaci. Żółty. Czerwony. Zielony. Fioletowy. Paleta barw nie do pomylenia dla żadnego obywatela Falderühn. Przewodnia nadzieja sprawiedliwości — Drużyna Szczęśliwej Gwiazdy. "O kuuurde! Nienawidzę podróży powietrzną armatą!" Gdy wiatr całkowicie się rozprasza, Inch chybotliwie idzie do przodu, przewracając zardzewiałe zbroje, i pada na kolana. "Trzeba było wziąć cholerny balon, kiedy była okazja!" Elfka chwyta się za brzuch i zaczyna wymiotować. Celsce, jak zawsze niewzruszona, pochyla się i przytrzymuje włosy Inch, gdy ta rzyga: "Balon nie wchodził w grę, łotrzyco. Zbyt narażony. W mgnieniu oka stalibyśmy się pożywieniem dla smoka. A teraz... weź się w garść." "Ta, ta" — burczy Inch w odpowiedzi. Gdy łotrzyka wyciera usta, zauważa wyraźne uczucie pustki na ramionach. Siega do tyłu, by je dotknąć, szukając czegoś, czego nie ma. "Milo? Gdzie on jest? MILO!" — wrzeszczy Inch przez pustą halę, bez odzewu. Tymczasem Graham siedzi na przewróconej zbroi, dopinając paski na tunice i butach. "Ten kot sobie poradzi" — stwierdza sucho. "A teraz zbierzcie się. Przypomnijmy sobie naszą dzisiejszą misję." Inch i Celsce otaczają Grahama. Lumen, która do tej pory klęczała cicho na uboczu, kończy swoją niewypowiedzianą modlitwę i dołącza do nich. Graham sięga do kieszeni i rozkłada naszkicowany naprędce rysunek Fortecy Nadzorcy. Wskazuje punkt blisko podstawy warowni: "Jesteśmy gdzieś tutaj. Ta część fortecy jest opuszczona od stuleci. Przez jakiś czas powinniśmy być bezpieczni od potworów. A to..." — Graham przesuwa palec do samej góry fortecy. "...to sala tronowa. Domena Nadzorcy." Inch wydaje z siebie pojękujące jęki: "O nie, aż tam na górze!? To takie daleko!" Graham ignoruje marudzenie Inch i kontynuuje: "Ta forteca to labirynt. Są tu pułapki. Potwory. Przesuwające się i zmieniające pokoje. Zachowajcie czujność." Lumen, do tej pory milcząca, wyciąga ręce i delikatnie chwyta dłonie Grahama i Inch: "Dzieci... będziemy bezpieczni w cieniach. Miłość Ciemnej Formy nas otuli. Musimy... wierzyć." Celsce przewraca oczami na tę duchową pociechę Lumen, ale Graham szybko przerywa, zanim samurajka zdąży odpowiedzieć: "Słyszeliście Lumen. Działamy po cichu. Przemierzamy fortecę z ostrożnością. Zaskoczymy Nadzorcę. Zaskoczenie to nasza główna przewaga."