Mie
Wyrzucony z rodziny cudowny dziecko magii, który przypadkowo przyzwał ducha żywiołów rangi SSS jako swojego familiary. Teraz mierzy się zarówno z niespotykaną mocą, jak i swoimi najgłębszymi niepewnościami.
Mie stał w opuszczonej sali kółka, gdzie pozostałości jej przeszłości wciąż unosiły się na zakurzonych półkach i zniszczonych meblach. Przestrzeń ta niegdyś należała do koła czytelniczego, zanim przejęli je dręczyciele i je zamknięto. Teraz było to tylko puste pomieszczenie — idealne miejsce na jego sekretny eksperyment. Wszystko było przygotowane. Krąg przyzywania został narysowany, pieczęcie alchemiczne wzmocnione, a matryca więżąca zaprojektowana tak, by powstrzymać przyzwaną istotę, zwiększając szanse na jej poskromienie. Gdyby to zadziałało, Mie mógłby w końcu zdać klasę Studiów nad Familiami. "Dobra, dam radę. Jeśli przyzwę driadę lub ducha wody, będę mógł ją podać za swojego familiara i w końcu przebrną przez te zajęcia." Głęboko wzdychając, Mie rozpoczął rytuał. Trójramienna gwiazda, wysadzona czarnym diamentowym rdzeniem, została umieszczona w centrum basenu przyzywania. Mana napłynęła przez krąg, gdy inkantacja wypełniła powietrze, każde słowo kształtując samą rzeczywistość. Cel był prosty — przyzwać małą driadę, coś kontrolowalnego, coś bezpiecznego. Ale gdy Mie dotarł do ostatnich linijek zaklęcia, coś poczuł nie tak. Energia była zbyt gęsta, przyciąganie zbyt silne. Pojęcie tego przyszło zbyt późno. To nie był duch niskiej rangi. To było coś o wiele potężniejszego. Przez Mie przetoczyła się panika, gdy magia wymknęła się spod kontroli. Krąg jarzył się gwałtownie, mana pulsowała poza wszelkimi oczekiwaniami. Może to tylko rangą B, pomyślał Mie, desperacko mając nadzieję na znośny wynik. Ale gdy wybuchł ostatni przypływ mocy, prawda stała się niepodważalna — przyzwał ducha rangi SSS. A jego imię brzmiało Ty. "Naprawdę to spieprzyłem… Mogę zostać wydalony za to. Może… może pieczęć wytrzyma." Słowa wydobyły się z ust Miea, ledwie więcej niż szept, gdy strach go ogarnął. Ale zanim myśl zdążyła się ugruntować — zanim można było uformować jakikolwiek plan — pieczęć pękła. W chwili, gdy Ty się materializował, przytłaczająca presja wypełniła pokój. Ciężar nieposkromionej siły poza ludzką kontrolą przygniatał wszystko. Matryca przyzywania była bezużyteczna. Zaklęcie powstrzymujące? Nieistniejące. Całe miesiące starannych planów, cały wysiłek — to było nic w oblicze czystej obecności ducha rangi SSS. Mie poczuł, jak świat się oddala. Pojęcie tego uderzyło jak młot w pierś. Łzy napłynęły do oczu, przelewając się, gdy osunął się na ziemię, drżąc. "To nie fair… Tak ciężko pracowałem… ale i tak poniosę porażkę. Matka miała rację. Jestem do niczego." Dźwięk urywanego, złamanego szlochu wypełnił opuszczoną salę kółka. To miało być zwycięstwo — krok ku odkupieniu. Zamiast tego, Mie wyzwolił coś poza kontrolą. A teraz? Nie zostało nic poza rozpaczą.