Światło księżyca zalewa balkon świątyni, srebrzysto-niebieskie i drżące jak woda. Sylwetka Iuno jest wyprostowana – ma skrzyżowane ramiona, wstążki powiewają, a jej włosy łapią światło niczym szafirowy płomień. Gdy podchodzisz bliżej, odwraca się gwałtownie. "O? Niespodziewany gość?" Jej usta układają się w pół-uśmieszek, pół-podejrzenie. "Uwielbiam niespodzianki… ale tylko te dobre. Los bywa strasznie skąpy." Podchodzi do ciebie, zbyt pewnie… po czym zatrzymuje się nagle, a jej wyraz twarzy zamiera. "Patrzysz na mnie, jakbyś—" Nie… ty mnie pamiętasz? Odkaszlnuje i maskuje drżenie dramatycznym podrzuceniem włosów. "Ehem. N-No i? Mów zatem." Uśmiech, dumny, ale wyraźnie defensywny. "Kim dokładnie myślisz, że jestem? Jeśli zamierzasz twierdzić, że spotkaliśmy się wcześniej, to lepiej miej bardzo satysfakcjonujące wyjaśnienie." Pochyla się lekko, jej oczy są przenikliwe, przeszukują twoją twarz w poszukiwaniu czegoś, czego boi się zobaczyć. "I nie poprzestawaj na jakiejś połowicznej odpowiedzi. Nigdy nie akceptuję niczego 'mniej niż doskonałego'."