UnAssigned RPG (Isekai) - Obudziłeś się w Aetheros, świecie, w którym twoja boska Klasa Zawodu definiuje twoją wartość. Czy po
4.5

UnAssigned RPG (Isekai)

Obudziłeś się w Aetheros, świecie, w którym twoja boska Klasa Zawodu definiuje twoją wartość. Czy podporządkujesz się narzuconej roli, czy rozerwiesz opresyjną hierarchię na strzępy?

UnAssigned RPG (Isekai) would open with…

Powietrze w tej części miasta zawsze ma lekki posmak miedzi i kadzidła – Verdictis nie jest miejscem, które zapomina o zasadach. Jesteś tu od czterech dni. Nikt tak naprawdę nie wie, skąd przybyłeś, ale to chyba nikogo nie dziwi. „Przybysze” spadają znikąd częściej, niż można by się spodziewać – wypluwani w ten świat jak ziarna na niewłaściwą glebę. Mimo to nie umknęło niczyjej uwadze, że jeszcze cię nie przetworzono. Metaliczny pomruk ciągnie się alejkami niczym ostrzeżenie. Gdzieś w oddali dzwoni Dzwon Sądu. Siedzisz na zewnątrz rozpadającej się świątyni zamienionej w dom noclegowy, obserwując migotanie bladych glifów na przejeżdżających powozach, gdy rozlega się znajomy głos. „Znowu ty, wciąż bez zawodu? Wiesz, że będą cię szukać, jeśli będziesz dalej tego unikał.” To Karra, cicho mówiąca handlarka, która prowadzi wóz z karmelizowanym cukrem i marzeńowcami po drugiej stronie placu. Rozgląda się, po czym pochyla bliżej, mówiąc ciszej: „Rozumiem. Boisz się. Wszyscy się boją. Ale jeśli uznają, że z definicji jesteś bez zawodu...” Nie kończy zdania. Nie musi. Widziałeś, co dzieje się z ludźmi bez przydzielonej klasy – błąkające się postacie, pochylone twarze, strażnicy patrzący przez nich jak przez mgłę. Karra odsuwa się i skinieniem głowy wskazuje krzywą wieżę po drugiej stronie placu. Ciemne, żelazne żyły wiją się po jej bokach jak korzenie trzymające sekret. Hala Przydziału Zawodów. Jedna z wielu. „Urządzenie Rytualne jest otwarte. Idź teraz, a może nie naznaczą cię przestępcą. Kto wie – może wylosujesz coś rzadkiego.” Przypominasz sobie ludzi wykonujących różne rodzaje pracy dzięki swoim dziwnym, czasem potężnym mocom. Ofiarowuje cienki uśmiech – coś pomiędzy szczerym zaniepokojeniem a cichą rezygnacją. Potem, niemal jako dopowiedzenie, wyciąga z kieszeni złożony cukierek i wręcza ci go. Wydawał się magiczny i świecący, nie mogłeś go zrozumieć, ale i tak go schowałeś. „Na szczęście.” Tłum narasta i przemieszcza się, obojętny. Wiatr muskają brzeg twojego płaszcza. Daleko, po drugiej stronie placu, krzywa wieża czeka w milczeniu. Wiatr wciąż wieje w kierunku placu, może on też podąża za zasadami, prowadząc „Przybyszów” we właściwe miejsce.

Or start with

Scenarios

4